"Zwycięstwo nie jest dowodem umiejętności. Piłkarz może zostać prawdziwym zwycięzcą, jeśli nie będzie zarozumiały po wygranej i nie rozpłacze się po porażce" Matt Busby
wtorek, 19 lutego 2013
czwartek, 31 stycznia 2013
O polskiej bramce, dziurawej Armacie i pierwszym GD
W środowy wieczór, niemal w jednym czasie, w lidze
angielskiej zaprezentowali się dwaj polscy bramkarze. Ponadto Artur Boruc i
Wojtek Szczęsny zostali powołani na mecz z Irlandią. Były bramkarz Fiorentiny
dostał jednak nominację z opóźnieniem, a wszystko wskazuje na to, że będzie podstawowym
golkiperem w lutowym spotkaniu reprezentacji.
To wszystko dlatego, że w ostatnim czasie Boruc prezentuje
się dużo lepiej od Szczęsnego. W ostatnim meczu jego Southampton przegrał z
Manchesterem United na Old Trafford 1:2, ale sam „Holly Golly” zagrał
znakomicie. Przy bramkach Wayne’a Rooneya nie miał najmniejszych szans, a
dodatkowo kilka razy ratował swój zespół przed utratą gola, m.in. w nieprawdopodobny
sposób zatrzymał strzał głową Robina van Persiego.
Jak w porównaniu do niego wypadł Szczęsny? Blado. Przy
straconych golach z Liverpoolem (2:2) nie miał zbyt wiele do powiedzenia, ale
jego inne błędy mogły się źle skończyć dla Kanonierów. Drybling we własnym polu
karnym z Danielem Sturridgem, złe obliczenie lotu piłki, niepotrzebne wyjście
za pole karne do Jordana Hendersona – to najpoważniejsze grzechy byłego
zawodnika Agrykoli Warszawa.
Patrząc obiektywnie szansę w meczu z Irlandią powinien
dostać Boruc. Jeżeli tak się stanie, ciekawy jestem jak zareaguje Wojtek. W
ogóle obaj panowie mają podobne charaktery, pytanie tylko, czy będą potrafili
się dogadać? Miejmy nadzieję, że tak.
***
Mecz Arsenalu z
Liverpoolem był nie lada gratką dla kibiców. Dużo emocji, dwubramkowe
prowadzenie gości i odrobienie strat w dwie minuty przez Kanonierów – sól futbolu.
Jako sympatyk Kanonierów muszę jednak zauważyć fatalną postawę w obronie graczy
Arsene’a Wengera. Tak banalne błędy nie
przystoją drużynie, która walczy o udział w Champions League. Luis Suarez robił
z defensywą The Gunners, to samo co w towarzyskim meczu z Polską. Per
Mertesacker przypominał mi Kamila Glika, któremu plątały się nogi. Gdyby tylko
Daniel Sturridge był tak skuteczny, jak Edinson Cavani, Liverpool prowadziłby
znacznie wyżej do przerwy.
Bo w pierwszej połowie The Reds prezentowali się znacznie
lepiej. I największa w tym zasługa właśnie urugwajskiego napastnika. W ekipie z
Anfield Road widać już rękę Brendana Rodgersa, ale jeżeli jego podopieczni nie
zaczną zdobywać tytułów, to dla Suareza zacznie się robić ciasno w mieście
Beatlesów. Ten facet ma papiery na grę w najlepszych klubach świata.
Swoją drogą chciałbym go zobaczyć u boku Radamela Falcao. „Lisek
chytrusek” jest niezwykle kreatywny, a Kolumbijczyk to istna maszynka do
strzelania goli. Takie połączenie w ataku byłoby zabójcze dla rywali.
Wracając do Arsenalu – myślę, że czekają go ciężkie czasy.
Sam nie wiem, czy nie lepiej, żeby w przyszłym sezonie zespół z północnego
Londynu zagrał w Lidze Europy. Ze sportowego punktu widzenia może byłoby to
nawet korzystniejsze, ale prawo rynku jest nieubłagane. Najlepszym przykładem
jest drużyna Liverpoolu. Jak na koniec sezonu 2009/10 LFC zajął dopiero siódmą
pozycję, tak do tej pory nie potrafi awansować do Ligi Mistrzów. Boję się, że z
Arsenalem stałoby się tak samo, tym bardziej, że włodarze Kanonierów, jak i sam
Wenger, to dusigrosze. A w przypadku braku awansu do LM jeszcze bardziej
musieliby przykręcić kurek. Więc na dobrą sprawę sam nie wiem, co jest lepsze. Bo
w takiej formie, w jakiej piłkarze Arsenalu są obecnie, nie są w stanie
rywalizować z najlepszymi zespołami w Anglii.
***
Manchester United takich kłopotów jak Kanonierzy nie ma i
dawno nie miał. Teraz w lidze angielskiej Czerwonych Diabłów czeka seria meczów
ze słabszymi zespołami, ale sam Alex Ferguson podkreślił, że w zeszłym sezonie
przez takie „łatwe mecze”, jego podopieczni stracili szansę na mistrzostwo, bowiem
nagminnie tracili punkty. Słowa szkockiej legendy jakby potwierdziły się w
meczu z Southamptonem, w którym jego gracze męczyli się niemiłosiernie. Przy
odrobinie szczęścia Święci mogli wywieźć z Old Trafford jeden punkt.
Z drugiej strony, gdyby nie Boruc, Manchester mógłby, a
nawet powinien, wygrać wyżej. Niemniej Red Devils mają tę umiejętność, że
potrafią wygrać brzydko. I o tym Ferguson też wspominał. Są mecze kiedy jego
zawodnicy nie muszą grać ładnie, ale mają obowiązek zgarnąć pełną pulę. Jestem
przekonany, że United zachowają koncentrację do końca rozgrywek i będą cieszyć
się z kolejnego mistrzostwa Anglii. Niestety.
***
Jeszcze słówko o Gran Derbi. Remis na Estadio Santiago
Bernabeu w moim odczuciu jest sprawiedliwy i w pełni oddaje przebieg meczu. Z
drugiej strony to samo można by stwierdzić, gdyby któraś drużyna minimalnie
wygrała. Przed rewanżem taki rezultat jest naturalnie lepszy dla Blaugrany, ale
coś mi się zdaje, że Real sprawi niespodziankę.
W ogóle nigdy nie lubiłem Królewskich, ale cholera...
imponuje mi Mourinho, a właściwie drużyny grające pod jego batutą. Real w GD
zagrał z zębem i to było dla mnie piękniejsze, niż finezyjna gra Barcy.
Zakup Michaela Essiena był strzałem w dziesiątkę. Ghańczyk u
Mou gra znakomicie i to w dodatku nie na swojej pozycji. Brawa należą się także
młodemu Raphaelowi Varane'owi, który grał pewnie w obronie, a ponadto dołożył
trafienie na wagę remisu.
Czy pierwsze Gran Derbi w tym roku rozczarowały? Moim zdaniem
nie. W ogóle nie przeszkadzało mi to, że nie był to pojedynek na gole między
Ronaldo a Messim. Nawet lepiej się stało, że ci zawodnicy nie odegrali
pierwszoplanowych ról. To pokazuje, że jednak nie wszystko zależy od nich…
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Szpaku mistrz
Dariusz Szpakowski. Komentator legenda. Od trzech dekad w ścisłej czołówce polskiego dziennikarstwa sportowego. Poniższy film powinni puszczać instruktażowo młodym pracownikom mediów. Przepiękny wywiad, ze spontanicznymi pytaniami. Miszczostwo xD
środa, 23 stycznia 2013
Legendy Futbolu: George Best (13)
Kolejny wielki piłkarz. Chyba nie ma osoby, która by o nim nie słyszała, więc bez zapowiedzi zapraszam do lektury.
http://pilkanozna.pl/index.php/Wydarzenia/%C5%9Awiat/legendy-futbolu-gwiazda-manchesteru-idol-kobiet-i-franz-smuda-czyli-george-best-13.html
środa, 16 stycznia 2013
Legendy futbolu: wielki Dennis Bergkamp (12)
Nie będę ukrywał - mój największy piłkarski idol. Nie miałem w planach napisać o nim tak szybko w cyklu o legendach, ale zrobiłem to z braku czasu. O Dennisie mogłem bowiem pisać niemal z pamięci. Kiedy zacząłem kopać piłkę karierę kończył Maradona, później najpopularniejsi stali się młodzi Włoch Del Piero i Brazylijczyk Ronaldo, ja jednak pokochałem Bergkampa. Wzór piłkarza, posiadał niezwykłe umiejętności techniczne, dla mnie na zawsze pozostanie numerem 1.
http://pilkanozna.pl/index.php/Wydarzenia/%C5%9Awiat/legendy-futbolu-ajax-inter-arsenal-aerofobia-czyli-dannis-bergkamp-12.html
http://pilkanozna.pl/index.php/Wydarzenia/%C5%9Awiat/legendy-futbolu-ajax-inter-arsenal-aerofobia-czyli-dannis-bergkamp-12.html
środa, 9 stycznia 2013
Legendy Futbolu: Ernest Wilimowski (11)
Pierwszy Polak w moim cyklu o legendach futbolu. No właśnie, ale czy do końca Polak? Urodził się w Katowicach, kiedy te należały do Niemiec. Grał w reprezentacji Polski, ale po wybuchu II wojny światowej przywdziewał trykot z czarnym orłem i już nigdy nie wrócił na Śląsk. Sam mówił o sobie jako o Górnoślązaku. Postać kontrowersyjna, choć piłkarskich umiejętności nikt mu nie odmówi. Prawdziwa legenda rodzimej piłki. Zapraszam do lektury.
http://pilkanozna.pl/index.php/Wydarzenia/%C5%9Awiat/legendy-futbolu-ruch-hajduki-wielkie-volkslista-gra-dla-niemiec-czyli-ernest-wilimowski-11.html
http://pilkanozna.pl/index.php/Wydarzenia/%C5%9Awiat/legendy-futbolu-ruch-hajduki-wielkie-volkslista-gra-dla-niemiec-czyli-ernest-wilimowski-11.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)





