Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Premier League. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Premier League. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 stycznia 2013

O polskiej bramce, dziurawej Armacie i pierwszym GD




W środowy wieczór, niemal w jednym czasie, w lidze angielskiej zaprezentowali się dwaj polscy bramkarze. Ponadto Artur Boruc i Wojtek Szczęsny zostali powołani na mecz z Irlandią. Były bramkarz Fiorentiny dostał jednak nominację z opóźnieniem, a wszystko wskazuje na to, że będzie podstawowym golkiperem w lutowym spotkaniu reprezentacji.

To wszystko dlatego, że w ostatnim czasie Boruc prezentuje się dużo lepiej od Szczęsnego. W ostatnim meczu jego Southampton przegrał z Manchesterem United na Old Trafford 1:2, ale sam „Holly Golly” zagrał znakomicie. Przy bramkach Wayne’a Rooneya nie miał najmniejszych szans, a dodatkowo kilka razy ratował swój zespół przed utratą gola, m.in. w nieprawdopodobny sposób zatrzymał strzał głową Robina van Persiego. 

Jak w porównaniu do niego wypadł Szczęsny? Blado. Przy straconych golach z Liverpoolem (2:2) nie miał zbyt wiele do powiedzenia, ale jego inne błędy mogły się źle skończyć dla Kanonierów. Drybling we własnym polu karnym z Danielem Sturridgem, złe obliczenie lotu piłki, niepotrzebne wyjście za pole karne do Jordana Hendersona – to najpoważniejsze grzechy byłego zawodnika Agrykoli Warszawa.

Patrząc obiektywnie szansę w meczu z Irlandią powinien dostać Boruc. Jeżeli tak się stanie, ciekawy jestem jak zareaguje Wojtek. W ogóle obaj panowie mają podobne charaktery, pytanie tylko, czy będą potrafili się dogadać? Miejmy nadzieję, że tak.

***

 Mecz Arsenalu z Liverpoolem był nie lada gratką dla kibiców. Dużo emocji, dwubramkowe prowadzenie gości i odrobienie strat w dwie minuty przez Kanonierów – sól futbolu. Jako sympatyk Kanonierów muszę jednak zauważyć fatalną postawę w obronie graczy Arsene’a Wengera. Tak banalne  błędy nie przystoją drużynie, która walczy o udział w Champions League. Luis Suarez robił z defensywą The Gunners, to samo co w towarzyskim meczu z Polską. Per Mertesacker przypominał mi Kamila Glika, któremu plątały się nogi. Gdyby tylko Daniel Sturridge był tak skuteczny, jak Edinson Cavani, Liverpool prowadziłby znacznie wyżej do przerwy. 

Bo w pierwszej połowie The Reds prezentowali się znacznie lepiej. I największa w tym zasługa właśnie urugwajskiego napastnika. W ekipie z Anfield Road widać już rękę Brendana Rodgersa, ale jeżeli jego podopieczni nie zaczną zdobywać tytułów, to dla Suareza zacznie się robić ciasno w mieście Beatlesów. Ten facet ma papiery na grę w najlepszych klubach świata. 

Swoją drogą chciałbym go zobaczyć u boku Radamela Falcao. „Lisek chytrusek” jest niezwykle kreatywny, a Kolumbijczyk to istna maszynka do strzelania goli. Takie połączenie w ataku byłoby zabójcze dla rywali. 

Wracając do Arsenalu – myślę, że czekają go ciężkie czasy. Sam nie wiem, czy nie lepiej, żeby w przyszłym sezonie zespół z północnego Londynu zagrał w Lidze Europy. Ze sportowego punktu widzenia może byłoby to nawet korzystniejsze, ale prawo rynku jest nieubłagane. Najlepszym przykładem jest drużyna Liverpoolu. Jak na koniec sezonu 2009/10 LFC zajął dopiero siódmą pozycję, tak do tej pory nie potrafi awansować do Ligi Mistrzów. Boję się, że z Arsenalem stałoby się tak samo, tym bardziej, że włodarze Kanonierów, jak i sam Wenger, to dusigrosze. A w przypadku braku awansu do LM jeszcze bardziej musieliby przykręcić kurek. Więc na dobrą sprawę sam nie wiem, co jest lepsze. Bo w takiej formie, w jakiej piłkarze Arsenalu są obecnie, nie są w stanie rywalizować z najlepszymi zespołami w Anglii. 

***

Manchester United takich kłopotów jak Kanonierzy nie ma i dawno nie miał. Teraz w lidze angielskiej Czerwonych Diabłów czeka seria meczów ze słabszymi zespołami, ale sam Alex Ferguson podkreślił, że w zeszłym sezonie przez takie „łatwe mecze”, jego podopieczni stracili szansę na mistrzostwo, bowiem nagminnie tracili punkty. Słowa szkockiej legendy jakby potwierdziły się w meczu z Southamptonem, w którym jego gracze męczyli się niemiłosiernie. Przy odrobinie szczęścia Święci mogli wywieźć z Old Trafford jeden punkt. 

Z drugiej strony, gdyby nie Boruc, Manchester mógłby, a nawet powinien, wygrać wyżej. Niemniej Red Devils mają tę umiejętność, że potrafią wygrać brzydko. I o tym Ferguson też wspominał. Są mecze kiedy jego zawodnicy nie muszą grać ładnie, ale mają obowiązek zgarnąć pełną pulę. Jestem przekonany, że United zachowają koncentrację do końca rozgrywek i będą cieszyć się z kolejnego mistrzostwa Anglii. Niestety.

***

Jeszcze słówko o Gran Derbi. Remis na Estadio Santiago Bernabeu w moim odczuciu jest sprawiedliwy i w pełni oddaje przebieg meczu. Z drugiej strony to samo można by stwierdzić, gdyby któraś drużyna minimalnie wygrała. Przed rewanżem taki rezultat jest naturalnie lepszy dla Blaugrany, ale coś mi się zdaje, że Real sprawi niespodziankę. 

W ogóle nigdy nie lubiłem Królewskich, ale cholera... imponuje mi Mourinho, a właściwie drużyny grające pod jego batutą. Real w GD zagrał z zębem i to było dla mnie piękniejsze, niż finezyjna gra Barcy.

Zakup Michaela Essiena był strzałem w dziesiątkę. Ghańczyk u Mou gra znakomicie i to w dodatku nie na swojej pozycji. Brawa należą się także młodemu Raphaelowi Varane'owi, który grał pewnie w obronie, a ponadto dołożył trafienie na wagę remisu. 

Czy pierwsze Gran Derbi w tym roku rozczarowały? Moim zdaniem nie. W ogóle nie przeszkadzało mi to, że nie był to pojedynek na gole między Ronaldo a Messim. Nawet lepiej się stało, że ci zawodnicy nie odegrali pierwszoplanowych ról. To pokazuje, że jednak nie wszystko zależy od nich…  

czwartek, 16 sierpnia 2012

Dlaczego nie będę tęsknił za van Persiem?

źr. foto: topdrawersoccer.com

Po pierwsze. Wprawdzie w poprzednim sezonie Holender był najlepszym strzelcem ligi, ale taktyka zespołu wyraźnie była uzależniona tylko od jednego piłkarza. Arsene Wenger nie wyobrażał sobie zestawienia swojego zespołu bez Robina w ataku, co paradoksalnie zawężało możliwości taktyczne. A że cała filozofia była skuteczna, to Le Professeur brnął w nią nie bacząc na inne rozwiązania. Van Persie miał łatwość w dochodzeniu do sytuacji strzeleckich, ale gros z nich marnował. Pod jego nieobecność sztab szkoleniowy będzie musiał wymyślić nowe schematy gry w ataku, a umiejętne wykorzystanie atutów Podolskiego, Walcotta, Oxlada-Chamberlaina, czy nawet siermiężnego Girouda da lepsze rezultaty niż granie tylko i wyłącznie na zadufanego napastnika (już!) Czerwonych Diabłów.

Po drugie. Z niewolnika nie ma pracownika. Robin drażnił mnie już przez cały poprzedni sezon, w którym marudził i zrzędził jak panienka. Na dodatek przed zeszłymi rozgrywkami przysięgał, że nigdy nie pożegna się z Arsenalem. Rzekomo ważniejsza dla niego była pomoc klubowi w trudnym momencie, niż zdobywanie trofeów z innymi teamami. Minęło 12 miesięcy i wyszło szydło z worka. Dosyć, że zarozumiały, to jeszcze hipokryta. 

Po trzecie. Na szpicy będzie mógł się sprawdzić Podolski bądź Walcott. Na wypróbowanie szybkiego Anglika jako klasyczną „dziewiątkę” czekam już kilka sezonów. Mam nadzieję, że w końcu otrzyma szansę.

Po czwarte. I najważniejsze. Ten gość nie ma godności. Pal licho jakby wybrał się za granice. Nie, on wybrał Manchester United, odwiecznego rywala Arsenalu, co w moich oczach (oczach kibica The Gunners) definitywnie go dezawuuje. 

Życzę Robinowi van Persiemu zdrowia i pomyślności w życiu osobistym, ale nie w życiu zawodowym. Mam nadzieję, że transfer do Man. Utd., który napastników ma na pęczki, będzie niewypałem, a Holender skończy jak Louis Saha – po nieudanej przygodzie z Czerwonymi, będzie błąkał się po ligowych średniakach. Z głodu i tak nie umrze.

niedziela, 1 lipca 2012

Hiszpania włączyła piąty bieg

Mimo dotarcia do finału byli krytykowani za styl w jakim to osiągnęli. Jestem pewien, że jutro tytuły prasowe na całym świecie będą rozpływać się nad grą La Roja.

źródło foto: sport.pl

Czym się różniła tiki taka z finału od tej z innych meczów na tych mistrzostwach? Tylko i wyłącznie szybkością. Ciekawe tylko czy był to zamierzony manewr del Bosque, bo taka różnica tempa gry w przypadku jednej drużyny wydaje mi się  nieprawdopodobna.

Squadra Azzurra nie mogła znaleźć żadnego sposobu na powstrzymanie rywali w defensywie, bo w ataku kilka szans na zdobycie chociaż honorowego gola miała  – najbliżej był Antonio Di Natale na początku drugiej połowy. Pechem Italii była też kontuzja Thiago Motty, kiedy wyczerpane zostały już wszystkie zmiany.

Nie zmienia to faktu, że Espana zasłużyła na zwycięstwo w pełni, będąc najlepszą drużyną nie tylko w finale, ale także w przeciągu całego turnieju. Najbliżej ich poziomu byli Portugalczycy, którzy, mimo olbrzymiej renomy, byli rewelacją polsko-ukraińskich mistrzostw.

Finał rozczarował zadziwił tym, że był jednostronny, a bramki zdobywali wyłącznie piłkarze urodzeni na Półwyspie Iberyjskim. 4:0 także mówi samo za siebie.Takiego pogromu nie było w żadnym finale ME i MŚ!

Czego mi zabrakło na tych mistrzostwach? Oprócz Polski i Holandii w ćwierćfinale, nie doczekaliśmy się jednego, bezapelacyjnego króla strzelców. Po 3 bramki strzeliło aż sześciu zawodników! Najbliżej zwycięstwa w tej klasyfikacji był Fernando Torres, który trafił do siatki w finale, mógł też ukłuć po raz drugi, ale zachował się bardzo przytomnie i wyłożył futbolówkę na pustą bramkę Juanowi Macie. Gdyby El Nino zachował się samolubnie i sięgnął po tytuł najlepszego strzelca, byłoby to o tyle dziwne, że głównie pełnił rolę zmiennika na Euro 2012. W pierwszej jedenastce wybiegł tylko w meczu z Irlandią (z którą na dobrą sprawę strzelił dwa gole).

Reasumując całe mistrzostwa pod względem sportowym,  były one bardzo udane. W meczach fazy grupowej zawsze padały gole, a w sumie doczekaliśmy się tylko dwóch bezbramkowych remisów w regulaminowym czasie gry (Anglia-Włochy, Hiszpania-Portugalia). Nie było wprawdzie niespodzianki i główny faworyt zwyciężył. Ale taki jest sport- wygrywają ci, którzy mają duże umiejętności, są konsekwentni i skuteczni. Taka właśnie była reprezentacja Vicente del Bosque.

Jeżeli chodzi natomiast o samego trenera przechodzi on do historii jako najbardziej utytułowany szkoleniowiec w historii. Tak samo jak i jego drużyna, choć ten wspaniały marsz w 2008 roku na boiskach Austrii i Szwajcarii zaczął jeszcze Luis Aragones.

Hiszpania niewątpliwie jest najlepszą drużyną jaką dane było mi oglądać. Trudno mi ją porównywać z przedwojenną jedenastką Vitorio Pozzo z Giuseppe Meazzą w składzie, złotą kadrą Węgierską z Ferencem Puskasem, czy zabójczo skuteczną Brazylią Pelego. Reprezentacje od lat 70 znam chociaż z zapisów wideo i uważam, że obecna La Furia Roja przewyższa Holandię z Johanem Cruyffem, a nawet Argentynę z Diego Maradoną.

Zresztą sukcesy mówią same za siebie. Nikt nie dokonał jeszcze tego co Hiszpania, więc można śmiało zaryzykować tezę, że jest to najlepsza drużyna w ogóle! Mimo że nie sympatyzuję z nią, klasę docenić muszę. Nie wierzyłem w graczy del Bosque przed finałem, a ci szybko sprowadzili mnie na ziemię. Po prostu rozłożyli mnie na łopatki.

sobota, 30 czerwca 2012

Już tylko jeden mecz...


Hiszpania – Włochy. W wielkim finale polsko-ukraińskiego czempionatu będziemy mieli powtórkę z meczu inaugurującego zmagania w grupie C. Po równo trzech tygodniach obie reprezentacje jeszcze raz wybiegną naprzeciwko siebie.

Pozytywnym zaskoczeniem tego turnieju są Włosi, którzy zadziwiają rozsądkiem i zmysłem taktycznym w swojej grze. Apogeum wybornego rozpracowania rywala był półfinałowy mecz z Niemcami. Cesare Prandelli odrobił pracę domową, ale to nie jemu należą się największe laury. To piłkarze, wykonawcy jego strategii, są bohaterami.

Najlepsze co zrobił włoski szkoleniowiec, to wybór Balotellego do pierwszego składu, dając mu wyłącznie zadania ofensywne. Napastnik The Citizens miał wielką swobodę w grze do przodu i  praktycznie żadnych obowiązków w obronie. Ale oprócz niego, fantastycznie zagrała cała linia pomocy.

W ataku prawie nie było widać Daniele De Rossiego, ale ten facet wykonał kawał czarnej roboty w tym spotkaniu. Klasą dla siebie, po raz kolejny, był Pirlo. Jego gry nie trzeba nawet opisywać. To jest piłkarz, który powinien otrzymać miano MVP całego turnieju, niezależnie od wyniku finałowego starcia. Jeżeli tak będzie, porozpływam się nad jego umiejętnościami w osobnym poście po Euro. Montolivo trochę się gubił pod atakowanym polem karnym, ale asysta przy bramce Super Mario – palce lizać. Marchisio natomiast miał rozregulowany celownik, bo powinien ukłuć przynajmniej dwa razy!


Hiszpanie z kolei grają w swoim stylu. Stylu, który w większości znudził się piłkarskim obserwatorom. Pykają tę piłeczkę, grają w chińczyka z rywalami, w końcu zadają jeden cios i dalej utrzymują się przy piłce. Trochę to monotonne, chociaż w meczu z Portugalią, dopiero w dogrywce potrafili totalnie zdominować rywala. Po 90 minutach procent posiadania futbolówki był na styku, a Seleccao mieli nawet więcej okazji do zdobycia gola.

W dodatkowych trzydziestu minutach piłkarze La Furia Roja przeważali, choć nie potrafili udokumentować wyższości nad rywalem. W konkursie jedenastek zwyciężyli w pełni zasłużenie i jako pierwsi zameldowali się w finale.

Czy w jutrzejszym meczu w Kijowie Włosi mają szansę przeciwstawić się mistrzom Świata i Europy? Moim zdaniem tak. Najwięcej będzie zależało od postawy Iniesty i Pirlo, ale to nie oni zadecydują o wyniku spotkania. Jestem pewien, że ta dwójka zagra na swoim najwyższym poziomie, a o zwycięstwie zadecydują zawodnicy, którzy będą potrafili wznieść się blisko ich pułapu. Szanse w tym pojedynku oceniam 50 na 50. Biorąc pod uwagę mecze na tych mistrzostwach, konfrontacja finałowa nie ma faworyta. Zadecyduje dyspozycja dnia i łut szczęścia.

P.S. Niemcy zawiedli na całej linii, ale dzięki ich porażce obejrzymy inny od oczekiwanego mecz finałowy. Na wysokim poziomie w ekipie Czarnych Orłów zagrał Mesut Oezil, który był silnikiem wszystkich groźnych ataków pod bramką Buffona. Najbardziej zawiedli Podolski, Schweinsteiger i przede wszystkim Badstuber – obrońca Bayernu fachowo kopał się po czole w półfinałowej batalii.

Na laurkę zasługuje z kolei drużyna Portugalii. Im kibicowałem najbardziej spośród grona półfinalistów i, mimo porażki, nie zawiedli mnie. Bardzo skutecznie w całych mistrzostwach grała trójka pomocników, która zdominowała środek pola. Najlepiej z nich wypadł Joao Moutinho. Jego nazwisko może być najgorętszym na rynku transferowym tego lata, a wydaje się, że niemal na pewno opuści ligę portugalską.

Jak pokazała jednak dogrywka Portugalczykom jeszcze trochę brakuje do swoich sąsiadów. To nie jest moment, w którym Cristiano Ronaldo może wznieść puchar Henri Delaunay’a. Może za dwa lata w Brazylii drużyna będzie dojrzalsza i najdroższy piłkarz świata udźwignie najbardziej prestiżowe trofeum na świecie?  

poniedziałek, 25 czerwca 2012

CR7 gotowy na sukces?!


Znamy 4 najlepsze drużyny Euro 2012. W ćwierćfinałach znowu nie mieliśmy żadnego nieoczekiwanego rozstrzygnięcia. Myślałem, że Francję stać na pokonanie mistrzów Świata i Europy. Nic z tego. 

 źr.foto: Euro2012.tvp.pl

Jeżeli tak dalej pójdzie, to niemal na pewno w finale zobaczymy powtórkę sprzed czterech lat. Chociaż przypominając półfinały tegorocznej Ligii Mistrzów, faworyci zostali odprawieni z paragonem. Przed rozpoczęciem rywalizacji w tej fazie LM pisałem, że marzy mi się finał Chelsea – Bayern. Piłki klubowej do reprezentacyjnej porównywać się nie powinno, ale sytuacja jest po trochu analogiczna, dlatego teraz takżę deklaruję: chciałbym aby o złoto na ME zagrały Portugalia i Włochy.

W końcu swoją pozycję w historii futbolu może ugruntować Cristiano Ronaldo. Jeżeli jego Portugalia zostanie mistrzem Europy, a dodatkowo on sam zdobędzie koronę króla strzelców, zamknie usta wszystkim, którzy go krytykowali. Ze mną włącznie.

Można nie lubić Ronaldo za nadmierną pewność siebie, nonszalancję, pychę i zbytnią dbałość o wygląd na boisku. Ale nie można mu odmówić piłkarskich umiejętności i ciężkiej pracy jaką wkłada, żeby cały czas podnosić swoje kwalifikację. Z każdym meczem Portugalii na tym turnieju zyskiwałem coraz większą sympatię do niego i do całej portugalskiej drużyny w ogóle.

Ronaldo w końcu dojrzał piłkarsko do tego, żeby być liderem z krwi i kości. I co najważniejsze, gra lepiej z meczu na mecz, co może sugerować turniejowe przygotowanie do Ojro. W jego piłkarskim rozkwicie maczał palce Jose Mourinho. To kolejna kontrowersyjna postać, ale nie można nie zauważyć, że wszystko czego dotknie The Special One zamienia się w złoto. Może tym razem wyhodował przyszłego mistrza kontynentu?

Wracając do moich przewidywań, tylko Francja nie sprostała zadaniu. Zamiast nich w półfinale zagrają Hiszpanie i to oni wciąż są głównym kandydatem do zdobycia tytułu. Już w środę czeka ich bratobójcza walka z żołnierzami Paulo Bento. Niech wygra lepszy!

piątek, 22 czerwca 2012

U nas bez zmian

Miałem nie zajmować się sytuacją polskiej piłki do czasów zakończenia Euro, ale przeglądałem właśnie mój dawny blog i trafiłem na interesującą notkę. Aż sam się zastanawiam, czy mam takiego nosa do prognoz, czy Grzegorz Lato i nasz związek są tak przewidywalni? Odpowiedzcie sobie sami po przeczytaniu wpisu z 17 października 2009 roku! 

 źr. foto: wprzerwie.pl



Po blamażu w meczach z Czechami i Słowacją polska reprezentacja w piłkę nożną nie wystąpi na Mistrzostwach Świata w RPA. Wokół naszych piłkarzy, selekcjonera (tymczasowego) i działaczy zrobiło się takie zamieszanie, że już się w tym wszystkim pogubiłem. Dziennikarze krytykują PZPN, domagają się nazwiska trenera, który przygotuje nasz zespół do Euro, a pan prezes uspokaja: „mamy czas”. Czyli do końca roku Majewski zostaje na swojej niepewnej posadzie i po kolejnych porażkach dalej będzie zadowolony z fantastycznych statystyk naszego zespołu. Nie mówię oczywiście o bramkach, bo dla Doktora ważniejsze są celne strzały, liczba rzutów rożnych i procent posiadania piłki. Szkoda, że kibice nie podzielają jego optymizmu. Bojkot meczu naszej kadry był bardzo udany, spektakularny i efektowny, tylko co nam przyniósł? Wielkie idee, typu koniec PZPN prowadzą do koryta, gdzie silniejsi osobnicy ani myślą żeby podzielić się tym, co im się należy. Od czasu do czasu dobroduszni prezesi rzucą jakiś ochłap opinii publicznej, na który rzucimy się jak psy zerwane ze smyczy. Wtedy nic już nie może zmącić spokoju tym, którzy chłeptają z największej misy. Do czego to wszystko zmierza? Do tego, że nic się nie zmieni, kibice zostaną udobruchani poprzez mianowanie jakiegoś medialnego selekcjonera i będzie spokój na dwa lata. Dopiero po kolejnym blamażu na Euro, związek będzie krytykowany i trzeba będzie wymyślić kolejny pomysł jak wyjść z niewygodnej sytuacji.


Z tym medialnym selekcjonerem nie do końca trafiłem, ale w zamierzeniu miał być to ulubieniec fanów i był, przynajmniej na początku. Dwa i pół roku  spokoju PZPN? Gdyby nie wpadki prezesa to media linczowałyby tylko i wyłącznie Smudę.  Z tym blamażem na Euro też leciutko (naprawdę niewiele) przesadziłem, tylko że Grzegorz Lato nawet nie przypuszczał, iż nie wyjdziemy z tak łatwej grupy i podjął ryzyko mówiąc przed turniejem: jak nie awansujemy to odejdę! Pewnie do tej pory prezes PZPN nadgryza sobie język i kombinuje jak zrobić, aby zostać na stanowisku. Nawet trzy wiosny temu można było to przewidzieć...

czwartek, 21 czerwca 2012

Francja mistrzem Europy?

Dzisiaj rozpoczyna się druga runda polsko-ukraińskich Mistrzostw Europy. Jestem bardzo ciekawy czy doczekamy się niespodzianek naprawdę dużego kalibru.

Bo jak dotąd tych niespodzianek było niewiele. Jako sprawców największej sensacji wymienia się reprezentację Holandii, która nie zdobyła nawet punktu. Chociaż jakby z tej grupy nie wyszła Portugalia czy Niemcy, też zastanawiano by się jak to możliwe. Jak mawia Grzegorz Lato: „ktoś musiał”.

W grupie A największymi przegranymi są Rosjanie. To oni byli faworytami do wyjścia z pierwszego miejsca, a tymczasem zostali sprowadzeni na ziemię w meczu z Grecją. Ostatnie miejsce Polaków? To żadna niespodzianka. Przed każdym wielkim turniejem pompujemy ten słynny balon i zawsze pęka on z wielkim hukiem. Musimy po prostu pogodzić się z tym, że jesteśmy średniakami. Nie róbmy sobie przedwcześnie nadziei, to może w końcu coś nas miło zaskoczy. 

W grupie C i D końcowe tabele nie przyniosły nawet krzty zaskoczenia, więc na razie wszystko przebiega zgodnie z planem faworytów. Jak zatem będzie w dalszej fazie rozgrywek? Pokusiłem się o moją wizję dalszej rywalizacji aż do finału. Na ile ta wizja się sprawdzi? Przekonamy się 1. lipca.

Ćwierćfinały:

Czechy – Portugalia 1:2
Czesi będą heroicznie walczyć z Portugalią, ale ci wygrają geniuszem swoich piłkarzy. Na bokach brylować będą Nani i Ronaldo, a ten drugi zostanie bohaterem strzelając obydwie bramki. Czechom honor uratuje Vaclav Pilar.

Niemcy – Grecja 2:0
Niemcy nie będą mieli problemów z Grekami. Taktyka Fernando Santosa była skuteczna na człapiących Rosjan, ale do pokonania niemieckiej maszyny potrzeba czegoś więcej. To będzie karciana wojna obydwu trenerów, z tym że wszystkie asy w swojej talii będzie miał Joachim Loew.  Strzelcy bramek? Patriotycznie Podolski i Klose!

Hiszpania – Francja 1:2
Chciałbym żeby Francja sprawiła niespodziankę i może to uczynić. Bawiąc się w typ tej konfrontacji postawię na Tricolores, którzy po świetnym meczu i dogrywce wyeliminują zakochanych w sobie Hiszpanów. Dla Espanii strzeli Iniesta, natomiast Kogutom radość dadzą Ribery i Benzema (w końcu!).

Anglia – Włochy 0:0 (karne 2-3)
Będę ściskał kciuki za Anglię, ale boję się, że Włosi sobie z nią poradzą. W moich przewidywaniach stawiam na pierwszy bezbramkowy remis na tych mistrzostwach i wygraną Italii po karnych.

Półfinały:

Portugalia – Francja 2:3
Emocjonujący mecz z wieloma golami da zwycięstwo Trójkolorowym. Ronaldo po meczu nie będzie mógł uwierzyć w porażkę, gdyż da z siebie wszystko, strzelając gola i zaliczając asystę przy golu Naniego. Dla Francji dwa razy trafi Benzema i raz Nasri.

Niemcy – Włochy 2:1
To byłby (albo będzie) wielki rewanż za półfinał Weltmeisterschawft 2006. Wtedy Włosi za sprawą Alexa Del Pierro skarcili gospodarzy w dogrywce i zmusili ich do bicia się o brąz. Tym razem sytuacja się odwróci. Bramki zdobędą Cassano oraz Podolski i Schweinsteiger.

Finał:

Francja – Niemcy 2:1
To nie będzie porywające widowisko, ale Francja dopnie swego. Klątwa przegranych w najważniejszych meczach wciąż będzie ciążyć na podopiecznych Joachima Loewa, którzy z wielkim żalem przełkną porażkę w finałowym starciu. Gole Cabaye’a i Meneza oraz Gomeza.

Gdyby tak potoczyły się wydarzenia królem strzelców zostałby Cristiano Ronaldo z 5 golami na koncie. Ile w tych domniemaniach jest ogromnych pomyłek, a ile udanych strzałów okaże się za kilkanaście dni. Tak naprawdę jestem pewien tylko jednego- emocji będzie co nie miara.