piątek, 20 lipca 2012

Lenczyk analogicznie do Engela?


W piłce mamy sezon ogórkowego, ale coś zaczyna się już dziać. Nasi eksportowi ligowcy zaczęli zmagać się w Europie. Na razie to jednak przedbiegi, choć już pojawiły się drobne kłopoty.

Naturalnie ciężko jest się przestawić z atrakcyjnych spotkań Euro na szarą kopaninę naszych stolarzy. Do rozpoczęcia najlepszych lig (w tym polskiej, ha!) zostały równo 4 tygodnie, więc trochę jeszcze na prawdziwie spektakle poczekamy. Całe szczęście przed nami IO, które dadzą chociaż zalążek mistrzowskich widowisk. 

Na razie możemy emocjonować się eliminacjami LE i LM, w których zdecydowana większość drużyn jest w cyklu przedsezonowych przygotowań do sezonu. Np. taki Rafał Murawski wrócił z wakacji i od razu musiał wystąpić z Żetysem Tałdykorgan. Co więc dziwnego, że obecnie mecze toczą się w ślimaczym tempie.

Na razie nie brałbym jednak pod uwagę stylu w jakim grają nasze drużyny. W tym okresie nie wyniki podczas meczów powinny być najważniejsze, lecz wywiązywanie się z konkretnych założeń trenerów (na każdy sparing założenia są inne, a dopiero pod koniec przygotowań wdraża się wszystkie koncepcje), ale taki jest już terminarz UEFA, więc trzeba grać o pełną pulę. 

Co do samych rywalizacji nie jest źle. Legia i Lech zremisowały mecze z kelnerami na wyjeździe, więc powinny w rewanżu dać sobie radę. Ruch z jakimiś Macedończykami radził sobie doskonale tylko przez 20 minut, ale to wystarczyło żeby wygrać 3:1 i jechać na rewanż z niezłą zaliczką.  

Nawet Śląsk zrobił mały kroczek w kierunku fazy grupowej Ligi Mistrzów, wygrywając w Podgoricy. Drugi kroczek zrobili włodarze UEFA, którzy mistrzom Polski wylosowali w III rundzie zwycięzcę konfrontacji New Saints FC - Helsingborgs IF. Trzeci pomocny krok mogliby postawić jeszcze Szwedzi, gdyby przegrali z walijską ekipą. Nie oczekujmy jednak cudów, Skandynawowie też nie są tacy straszni. 

W ogóle przy całej słabości naszej ligi i antywyścigu o mistrzostwo w poprzednim sezonie, coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że Śląsk może sprawić wszystkim nie lada psikusa i wjechać do Ligi Mistrzów. Po 16 latach oczekiwania w końcu awansowaliśmy do finałów Mistrzostw Świata. Może analogicznie będzie z LM?

środa, 11 lipca 2012

W PZPN nie ma niespodzianek


„Waldek, kochany Waldek” – i wszystko jasne. Ręka rękę myje, Antoni Piechniczek dopiął swego, wstawił swojego na stanowisko selekcjonera. Może tak jak w przypadku Pawła Janasa wkrótce powierzy sobie rolę nadtrenera.

O tym, że Fornalik obejmie najbardziej gorące miejsce pracy tego lata mówiono już od jakiegoś czasu. Szczytem były komentarze działaczy przed obradami, którzy byli przekonani o wygranej opiekuna Ruchu jeszcze przed głosowaniem.

W sumie z wykrystalizowanej trójki pan Waldemar był kandydatem najlepszym, ale to wcale nie oznacza, że nie było odpowiedniejszego. Jerzy Engel to już zdarta płyta, a Jacek Zieliński był ledwie stażystą, pomagierem Smudy i z tą rolą sobie nie poradził, więc jak miałby samotnie prowadzić reprezentację? Joachim Loew przejął schedę po Jurgenie Klinsmannie po MŚ 2006, ale już wcześniej było wiadomo, że obecny trener Niemców pociągał za sznurki w tym zespole. Czy ktoś wyobraża sobie Zielińskiego, który dyktuje Franzowi na kogo postawić w meczu i jaką taktykę dobrać?

Największym zwolennikiem zatrudnienia Fornalika był Antoni Piechniczek- wielki polski trener, człowiek cieszący się olbrzymią estymą środowiska piłkarskiego, po prostu autorytet. Tylko czemu były selekcjoner tak zawierzył umiejętnością trenerskim pana Waldka? Bo przecież bazować na jego sukcesach nie mógł.

Nie chodzi o to, że Fornalik owych osiągnięć nie ma. Dwukrotne dotarcie do finału Pucharu Polski i dwukrotne wdrapanie się na podium Ekstraklasy ze średniakiem, jakim jest chorzowski Ruch, to nie lada wyczyn. Tylko, że pan Waldemar jest gwiazdą na swoim podwórku, gdzie uwielbiają go praktycznie wszyscy, ale nigdy nie był dalej, nie poszedł w głąb osiedla, nie zmierzył się z najlepszymi.

Mianowanie tego dobrze zapowiadającego się trenera jest co najmniej niestosowane. To tak jakby życie prezydenta powierzyć chirurgowi, który dotąd leczył ludzi tylko na prowincji. Albo gdyby właściciele wielkiej korporacji powołali na prezesa nowicjusza, który trzy razy z rzędu został pracownikiem miesiąca w jednym z mniejszych oddziałów.

Tak naprawdę Piechniczek ma tylko jeden argument w rękawie, a raczej w kieszeni. Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi, a o tym wiadomo było już od dawna, więc dziwić się już nie możemy. Taki urok naszych związkowców.

Dusigrosze pożałowali na wprawionego stratega, znanego fachowca, kosztem nieopierzonego żółtodzioba. Jeżeli komuś się wydaje, że takie słowa są krzywdzące to przedstawię najpoważniejszych kandydatów na selekcjonera reprezentacji Rosji: Fabio Capello, Josep Guardiola, Marcelo Bielsa, Rafael Benitez, Marcelo Lippi i Harry Redknapp. Nazwisko Fornalik wypada dość marnie przy takich tuzach.

Oczywiście tamtejsza federacja ma większe możliwości (czyt. więcej pieniędzy), dlatego może pozwolić sobie na tasowanie takimi nazwiskami. U nas tylko przez chwilę brano pod uwagę zatrudnienie obcokrajowca, ale ten pomysł szybko upadł, z również znanego wszystkim powodu - Leo był, Leo coś tam ugrał, Leo nie zgadzał się z betonem, Leo musiał odejść.  

Wracając do głównego bohatera dnia – broń Boże to nie Fornalika oskarżam o to, że został selekcjonerem. Chyba każdy przyjąłby taką posadę. Poza tym darzę pana Waldemara nieskrywaną sympatią, szanuję go i życzę wszystkiego dobrego, ale nie idzie zaprzeczyć, że brakuje mu bezcennego doświadczenia. Takie są fakty.

Cały ten wywód i tak można o kant dupy obić, bo począwszy od 15 sierpnia, czyli sparingu z Estonią będę ściskał kciuki w każdym meczu naszej kadry, jak zawsze. Nie będę bojkotował meczów jak Jan Tomaszewski. Mam tylko nadzieję, że Waldemar Fornalik mnie zaskoczy – doskonale odnajdzie się na nowym stanowisku, pokaże zmysł trenerski i z miejsca stanie się świetnym fachowcem na miarę międzynarodowego futbolu. Gdybym usiadł z nim przy czterdziestoprocentowym roztworze, rzekłbym: „Waldziu, pokaż, że się mylę!”.

niedziela, 1 lipca 2012

Hiszpania włączyła piąty bieg

Mimo dotarcia do finału byli krytykowani za styl w jakim to osiągnęli. Jestem pewien, że jutro tytuły prasowe na całym świecie będą rozpływać się nad grą La Roja.

źródło foto: sport.pl

Czym się różniła tiki taka z finału od tej z innych meczów na tych mistrzostwach? Tylko i wyłącznie szybkością. Ciekawe tylko czy był to zamierzony manewr del Bosque, bo taka różnica tempa gry w przypadku jednej drużyny wydaje mi się  nieprawdopodobna.

Squadra Azzurra nie mogła znaleźć żadnego sposobu na powstrzymanie rywali w defensywie, bo w ataku kilka szans na zdobycie chociaż honorowego gola miała  – najbliżej był Antonio Di Natale na początku drugiej połowy. Pechem Italii była też kontuzja Thiago Motty, kiedy wyczerpane zostały już wszystkie zmiany.

Nie zmienia to faktu, że Espana zasłużyła na zwycięstwo w pełni, będąc najlepszą drużyną nie tylko w finale, ale także w przeciągu całego turnieju. Najbliżej ich poziomu byli Portugalczycy, którzy, mimo olbrzymiej renomy, byli rewelacją polsko-ukraińskich mistrzostw.

Finał rozczarował zadziwił tym, że był jednostronny, a bramki zdobywali wyłącznie piłkarze urodzeni na Półwyspie Iberyjskim. 4:0 także mówi samo za siebie.Takiego pogromu nie było w żadnym finale ME i MŚ!

Czego mi zabrakło na tych mistrzostwach? Oprócz Polski i Holandii w ćwierćfinale, nie doczekaliśmy się jednego, bezapelacyjnego króla strzelców. Po 3 bramki strzeliło aż sześciu zawodników! Najbliżej zwycięstwa w tej klasyfikacji był Fernando Torres, który trafił do siatki w finale, mógł też ukłuć po raz drugi, ale zachował się bardzo przytomnie i wyłożył futbolówkę na pustą bramkę Juanowi Macie. Gdyby El Nino zachował się samolubnie i sięgnął po tytuł najlepszego strzelca, byłoby to o tyle dziwne, że głównie pełnił rolę zmiennika na Euro 2012. W pierwszej jedenastce wybiegł tylko w meczu z Irlandią (z którą na dobrą sprawę strzelił dwa gole).

Reasumując całe mistrzostwa pod względem sportowym,  były one bardzo udane. W meczach fazy grupowej zawsze padały gole, a w sumie doczekaliśmy się tylko dwóch bezbramkowych remisów w regulaminowym czasie gry (Anglia-Włochy, Hiszpania-Portugalia). Nie było wprawdzie niespodzianki i główny faworyt zwyciężył. Ale taki jest sport- wygrywają ci, którzy mają duże umiejętności, są konsekwentni i skuteczni. Taka właśnie była reprezentacja Vicente del Bosque.

Jeżeli chodzi natomiast o samego trenera przechodzi on do historii jako najbardziej utytułowany szkoleniowiec w historii. Tak samo jak i jego drużyna, choć ten wspaniały marsz w 2008 roku na boiskach Austrii i Szwajcarii zaczął jeszcze Luis Aragones.

Hiszpania niewątpliwie jest najlepszą drużyną jaką dane było mi oglądać. Trudno mi ją porównywać z przedwojenną jedenastką Vitorio Pozzo z Giuseppe Meazzą w składzie, złotą kadrą Węgierską z Ferencem Puskasem, czy zabójczo skuteczną Brazylią Pelego. Reprezentacje od lat 70 znam chociaż z zapisów wideo i uważam, że obecna La Furia Roja przewyższa Holandię z Johanem Cruyffem, a nawet Argentynę z Diego Maradoną.

Zresztą sukcesy mówią same za siebie. Nikt nie dokonał jeszcze tego co Hiszpania, więc można śmiało zaryzykować tezę, że jest to najlepsza drużyna w ogóle! Mimo że nie sympatyzuję z nią, klasę docenić muszę. Nie wierzyłem w graczy del Bosque przed finałem, a ci szybko sprowadzili mnie na ziemię. Po prostu rozłożyli mnie na łopatki.

sobota, 30 czerwca 2012

Już tylko jeden mecz...


Hiszpania – Włochy. W wielkim finale polsko-ukraińskiego czempionatu będziemy mieli powtórkę z meczu inaugurującego zmagania w grupie C. Po równo trzech tygodniach obie reprezentacje jeszcze raz wybiegną naprzeciwko siebie.

Pozytywnym zaskoczeniem tego turnieju są Włosi, którzy zadziwiają rozsądkiem i zmysłem taktycznym w swojej grze. Apogeum wybornego rozpracowania rywala był półfinałowy mecz z Niemcami. Cesare Prandelli odrobił pracę domową, ale to nie jemu należą się największe laury. To piłkarze, wykonawcy jego strategii, są bohaterami.

Najlepsze co zrobił włoski szkoleniowiec, to wybór Balotellego do pierwszego składu, dając mu wyłącznie zadania ofensywne. Napastnik The Citizens miał wielką swobodę w grze do przodu i  praktycznie żadnych obowiązków w obronie. Ale oprócz niego, fantastycznie zagrała cała linia pomocy.

W ataku prawie nie było widać Daniele De Rossiego, ale ten facet wykonał kawał czarnej roboty w tym spotkaniu. Klasą dla siebie, po raz kolejny, był Pirlo. Jego gry nie trzeba nawet opisywać. To jest piłkarz, który powinien otrzymać miano MVP całego turnieju, niezależnie od wyniku finałowego starcia. Jeżeli tak będzie, porozpływam się nad jego umiejętnościami w osobnym poście po Euro. Montolivo trochę się gubił pod atakowanym polem karnym, ale asysta przy bramce Super Mario – palce lizać. Marchisio natomiast miał rozregulowany celownik, bo powinien ukłuć przynajmniej dwa razy!


Hiszpanie z kolei grają w swoim stylu. Stylu, który w większości znudził się piłkarskim obserwatorom. Pykają tę piłeczkę, grają w chińczyka z rywalami, w końcu zadają jeden cios i dalej utrzymują się przy piłce. Trochę to monotonne, chociaż w meczu z Portugalią, dopiero w dogrywce potrafili totalnie zdominować rywala. Po 90 minutach procent posiadania futbolówki był na styku, a Seleccao mieli nawet więcej okazji do zdobycia gola.

W dodatkowych trzydziestu minutach piłkarze La Furia Roja przeważali, choć nie potrafili udokumentować wyższości nad rywalem. W konkursie jedenastek zwyciężyli w pełni zasłużenie i jako pierwsi zameldowali się w finale.

Czy w jutrzejszym meczu w Kijowie Włosi mają szansę przeciwstawić się mistrzom Świata i Europy? Moim zdaniem tak. Najwięcej będzie zależało od postawy Iniesty i Pirlo, ale to nie oni zadecydują o wyniku spotkania. Jestem pewien, że ta dwójka zagra na swoim najwyższym poziomie, a o zwycięstwie zadecydują zawodnicy, którzy będą potrafili wznieść się blisko ich pułapu. Szanse w tym pojedynku oceniam 50 na 50. Biorąc pod uwagę mecze na tych mistrzostwach, konfrontacja finałowa nie ma faworyta. Zadecyduje dyspozycja dnia i łut szczęścia.

P.S. Niemcy zawiedli na całej linii, ale dzięki ich porażce obejrzymy inny od oczekiwanego mecz finałowy. Na wysokim poziomie w ekipie Czarnych Orłów zagrał Mesut Oezil, który był silnikiem wszystkich groźnych ataków pod bramką Buffona. Najbardziej zawiedli Podolski, Schweinsteiger i przede wszystkim Badstuber – obrońca Bayernu fachowo kopał się po czole w półfinałowej batalii.

Na laurkę zasługuje z kolei drużyna Portugalii. Im kibicowałem najbardziej spośród grona półfinalistów i, mimo porażki, nie zawiedli mnie. Bardzo skutecznie w całych mistrzostwach grała trójka pomocników, która zdominowała środek pola. Najlepiej z nich wypadł Joao Moutinho. Jego nazwisko może być najgorętszym na rynku transferowym tego lata, a wydaje się, że niemal na pewno opuści ligę portugalską.

Jak pokazała jednak dogrywka Portugalczykom jeszcze trochę brakuje do swoich sąsiadów. To nie jest moment, w którym Cristiano Ronaldo może wznieść puchar Henri Delaunay’a. Może za dwa lata w Brazylii drużyna będzie dojrzalsza i najdroższy piłkarz świata udźwignie najbardziej prestiżowe trofeum na świecie?  

poniedziałek, 25 czerwca 2012

CR7 gotowy na sukces?!


Znamy 4 najlepsze drużyny Euro 2012. W ćwierćfinałach znowu nie mieliśmy żadnego nieoczekiwanego rozstrzygnięcia. Myślałem, że Francję stać na pokonanie mistrzów Świata i Europy. Nic z tego. 

 źr.foto: Euro2012.tvp.pl

Jeżeli tak dalej pójdzie, to niemal na pewno w finale zobaczymy powtórkę sprzed czterech lat. Chociaż przypominając półfinały tegorocznej Ligii Mistrzów, faworyci zostali odprawieni z paragonem. Przed rozpoczęciem rywalizacji w tej fazie LM pisałem, że marzy mi się finał Chelsea – Bayern. Piłki klubowej do reprezentacyjnej porównywać się nie powinno, ale sytuacja jest po trochu analogiczna, dlatego teraz takżę deklaruję: chciałbym aby o złoto na ME zagrały Portugalia i Włochy.

W końcu swoją pozycję w historii futbolu może ugruntować Cristiano Ronaldo. Jeżeli jego Portugalia zostanie mistrzem Europy, a dodatkowo on sam zdobędzie koronę króla strzelców, zamknie usta wszystkim, którzy go krytykowali. Ze mną włącznie.

Można nie lubić Ronaldo za nadmierną pewność siebie, nonszalancję, pychę i zbytnią dbałość o wygląd na boisku. Ale nie można mu odmówić piłkarskich umiejętności i ciężkiej pracy jaką wkłada, żeby cały czas podnosić swoje kwalifikację. Z każdym meczem Portugalii na tym turnieju zyskiwałem coraz większą sympatię do niego i do całej portugalskiej drużyny w ogóle.

Ronaldo w końcu dojrzał piłkarsko do tego, żeby być liderem z krwi i kości. I co najważniejsze, gra lepiej z meczu na mecz, co może sugerować turniejowe przygotowanie do Ojro. W jego piłkarskim rozkwicie maczał palce Jose Mourinho. To kolejna kontrowersyjna postać, ale nie można nie zauważyć, że wszystko czego dotknie The Special One zamienia się w złoto. Może tym razem wyhodował przyszłego mistrza kontynentu?

Wracając do moich przewidywań, tylko Francja nie sprostała zadaniu. Zamiast nich w półfinale zagrają Hiszpanie i to oni wciąż są głównym kandydatem do zdobycia tytułu. Już w środę czeka ich bratobójcza walka z żołnierzami Paulo Bento. Niech wygra lepszy!

piątek, 22 czerwca 2012

U nas bez zmian

Miałem nie zajmować się sytuacją polskiej piłki do czasów zakończenia Euro, ale przeglądałem właśnie mój dawny blog i trafiłem na interesującą notkę. Aż sam się zastanawiam, czy mam takiego nosa do prognoz, czy Grzegorz Lato i nasz związek są tak przewidywalni? Odpowiedzcie sobie sami po przeczytaniu wpisu z 17 października 2009 roku! 

 źr. foto: wprzerwie.pl



Po blamażu w meczach z Czechami i Słowacją polska reprezentacja w piłkę nożną nie wystąpi na Mistrzostwach Świata w RPA. Wokół naszych piłkarzy, selekcjonera (tymczasowego) i działaczy zrobiło się takie zamieszanie, że już się w tym wszystkim pogubiłem. Dziennikarze krytykują PZPN, domagają się nazwiska trenera, który przygotuje nasz zespół do Euro, a pan prezes uspokaja: „mamy czas”. Czyli do końca roku Majewski zostaje na swojej niepewnej posadzie i po kolejnych porażkach dalej będzie zadowolony z fantastycznych statystyk naszego zespołu. Nie mówię oczywiście o bramkach, bo dla Doktora ważniejsze są celne strzały, liczba rzutów rożnych i procent posiadania piłki. Szkoda, że kibice nie podzielają jego optymizmu. Bojkot meczu naszej kadry był bardzo udany, spektakularny i efektowny, tylko co nam przyniósł? Wielkie idee, typu koniec PZPN prowadzą do koryta, gdzie silniejsi osobnicy ani myślą żeby podzielić się tym, co im się należy. Od czasu do czasu dobroduszni prezesi rzucą jakiś ochłap opinii publicznej, na który rzucimy się jak psy zerwane ze smyczy. Wtedy nic już nie może zmącić spokoju tym, którzy chłeptają z największej misy. Do czego to wszystko zmierza? Do tego, że nic się nie zmieni, kibice zostaną udobruchani poprzez mianowanie jakiegoś medialnego selekcjonera i będzie spokój na dwa lata. Dopiero po kolejnym blamażu na Euro, związek będzie krytykowany i trzeba będzie wymyślić kolejny pomysł jak wyjść z niewygodnej sytuacji.


Z tym medialnym selekcjonerem nie do końca trafiłem, ale w zamierzeniu miał być to ulubieniec fanów i był, przynajmniej na początku. Dwa i pół roku  spokoju PZPN? Gdyby nie wpadki prezesa to media linczowałyby tylko i wyłącznie Smudę.  Z tym blamażem na Euro też leciutko (naprawdę niewiele) przesadziłem, tylko że Grzegorz Lato nawet nie przypuszczał, iż nie wyjdziemy z tak łatwej grupy i podjął ryzyko mówiąc przed turniejem: jak nie awansujemy to odejdę! Pewnie do tej pory prezes PZPN nadgryza sobie język i kombinuje jak zrobić, aby zostać na stanowisku. Nawet trzy wiosny temu można było to przewidzieć...

czwartek, 21 czerwca 2012

Francja mistrzem Europy?

Dzisiaj rozpoczyna się druga runda polsko-ukraińskich Mistrzostw Europy. Jestem bardzo ciekawy czy doczekamy się niespodzianek naprawdę dużego kalibru.

Bo jak dotąd tych niespodzianek było niewiele. Jako sprawców największej sensacji wymienia się reprezentację Holandii, która nie zdobyła nawet punktu. Chociaż jakby z tej grupy nie wyszła Portugalia czy Niemcy, też zastanawiano by się jak to możliwe. Jak mawia Grzegorz Lato: „ktoś musiał”.

W grupie A największymi przegranymi są Rosjanie. To oni byli faworytami do wyjścia z pierwszego miejsca, a tymczasem zostali sprowadzeni na ziemię w meczu z Grecją. Ostatnie miejsce Polaków? To żadna niespodzianka. Przed każdym wielkim turniejem pompujemy ten słynny balon i zawsze pęka on z wielkim hukiem. Musimy po prostu pogodzić się z tym, że jesteśmy średniakami. Nie róbmy sobie przedwcześnie nadziei, to może w końcu coś nas miło zaskoczy. 

W grupie C i D końcowe tabele nie przyniosły nawet krzty zaskoczenia, więc na razie wszystko przebiega zgodnie z planem faworytów. Jak zatem będzie w dalszej fazie rozgrywek? Pokusiłem się o moją wizję dalszej rywalizacji aż do finału. Na ile ta wizja się sprawdzi? Przekonamy się 1. lipca.

Ćwierćfinały:

Czechy – Portugalia 1:2
Czesi będą heroicznie walczyć z Portugalią, ale ci wygrają geniuszem swoich piłkarzy. Na bokach brylować będą Nani i Ronaldo, a ten drugi zostanie bohaterem strzelając obydwie bramki. Czechom honor uratuje Vaclav Pilar.

Niemcy – Grecja 2:0
Niemcy nie będą mieli problemów z Grekami. Taktyka Fernando Santosa była skuteczna na człapiących Rosjan, ale do pokonania niemieckiej maszyny potrzeba czegoś więcej. To będzie karciana wojna obydwu trenerów, z tym że wszystkie asy w swojej talii będzie miał Joachim Loew.  Strzelcy bramek? Patriotycznie Podolski i Klose!

Hiszpania – Francja 1:2
Chciałbym żeby Francja sprawiła niespodziankę i może to uczynić. Bawiąc się w typ tej konfrontacji postawię na Tricolores, którzy po świetnym meczu i dogrywce wyeliminują zakochanych w sobie Hiszpanów. Dla Espanii strzeli Iniesta, natomiast Kogutom radość dadzą Ribery i Benzema (w końcu!).

Anglia – Włochy 0:0 (karne 2-3)
Będę ściskał kciuki za Anglię, ale boję się, że Włosi sobie z nią poradzą. W moich przewidywaniach stawiam na pierwszy bezbramkowy remis na tych mistrzostwach i wygraną Italii po karnych.

Półfinały:

Portugalia – Francja 2:3
Emocjonujący mecz z wieloma golami da zwycięstwo Trójkolorowym. Ronaldo po meczu nie będzie mógł uwierzyć w porażkę, gdyż da z siebie wszystko, strzelając gola i zaliczając asystę przy golu Naniego. Dla Francji dwa razy trafi Benzema i raz Nasri.

Niemcy – Włochy 2:1
To byłby (albo będzie) wielki rewanż za półfinał Weltmeisterschawft 2006. Wtedy Włosi za sprawą Alexa Del Pierro skarcili gospodarzy w dogrywce i zmusili ich do bicia się o brąz. Tym razem sytuacja się odwróci. Bramki zdobędą Cassano oraz Podolski i Schweinsteiger.

Finał:

Francja – Niemcy 2:1
To nie będzie porywające widowisko, ale Francja dopnie swego. Klątwa przegranych w najważniejszych meczach wciąż będzie ciążyć na podopiecznych Joachima Loewa, którzy z wielkim żalem przełkną porażkę w finałowym starciu. Gole Cabaye’a i Meneza oraz Gomeza.

Gdyby tak potoczyły się wydarzenia królem strzelców zostałby Cristiano Ronaldo z 5 golami na koncie. Ile w tych domniemaniach jest ogromnych pomyłek, a ile udanych strzałów okaże się za kilkanaście dni. Tak naprawdę jestem pewien tylko jednego- emocji będzie co nie miara.